Czwartek
Tego dnia czekała mnie kartkówka z biologii. Oczywiście o niej zapomniałem, bo moja pamięć do tego typu rzeczy jest na prawdę wspaniała... Pewnie to dlatego, że zbyt często zamyślam się na lekcjach. Na szczęście nic nie jest straszne gdy ma się świetnego kumpla, który zawsze podrzuci jakąś ściągę. Dzięki temu byłem pozytywnie nastawiony na kartkówkę z biologii. Ale byłem chyba zbyt dobrej myśli, bo okazało się, że nie umiem ściągać i zostałem przyłapany. Mieliście kiedyś takie szczęście? W momencie gdy ściąga wypadła mi na podłogę, widziałem plaśnięcie się w czoło mojego przyjaciela. Niestety nie umknęło to mojej nauczycielce od biologii i choć szybko podniosłem kartkę, ona zaraz mi ją zabrała. Możecie się więc domyślić, że z kartkówki dostałem jedynkę... Nie ma się czym chwalić, a nawet jest mi wstyd z powodu mojej nie udolności w ściąganiu, i tego, że zapomniałem się nauczyć. Zamierzam to poprawić do wywiadówki, czyli jak najszybciej. Gdy na przerwie opowiedziałem o tym mojej przyjaciółce, która chodzi do równoległej klasy, zaczęła się ze mnie śmiać, a żeby nie robić z siebie takiego poszkodowanego głupka, też zacząłem się śmiać.
Tak jak poprzedniego dnia, i tego musiałem iść na trening, jednak tym razem nie spotkałem tam nowej dziewczyny. Zacząłem się zastanawiać, czy się poddała i zrezygnowała z tenisa. Nie zdziwiłbym się, ale z drugiej strony trochę szkoda gdyby poddała się tak szybko. Po treningu wróciłem do domu, i jak zwykle wziąłem się za lekcję. Tym razem dokładnie posprawdzałem czy nie mam na piątek zapowiedzianej żadnej kartkówki i jeszcze specjalnie napisałem do T, żeby mieć pewność. Na szczęście okazało się, że nie mamy, więc mogłem odetchnąć z ulgą. Ale lekcje i tak trzeba było odrobić...
Piątek
Dzisiejszy dzień zaczął się dosyć inaczej niż zwykle. To znaczy, wstałem o tej samej porze co zwykle, ale miałem pozwolenie od rodziców, że mogę spóźnić się na pierwszą lekcję. Nie, wcale moi rodzice nie są tacy lekkomyślni, że ulegają moim zachcianką, bo ich o to poprosiłem... Nie. Co prawda mogłem spóźnić się na lekcję, ale to dlatego, że rodzice tego dnia mieli coś ważnego do załatwiania (to rodzinne sprawy więc wybaczcie ale nie będę się o nich rozwodził), siostra musiała być na pierwszej lekcji bo miała test, więc ja zostałem wybrany, albo raczej zmuszony.. do zaprowadzenia młodszego brata do szkoły. Tak się składa, że nasze szkoły mieszczą się w przeciwnych kierunkach, choć do jego szkoły jest jakieś dwadzieścia minut piechotą. Do mojej tyle się jedzie autobusem.. Oczywiście obudziłem go jak najłagodniejszym sposobem, czyli walnąłem go poduszką w łeb. Chyba za mocno bo prawie się popłakał. Śniadanie mama już przygotowała wcześniej i czekało na nas w lodówce. Po siódmej wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do jego szkoły, a po drodze wzięło go na dziwną rozmowę.
B: Chciałbym być królem
Ja: Dlaczego? <udawałem, że mnie to interesuje>
B: Bo wtedy rządził bym wszystkimi i ty byś mnie słuchał < marzenia...>
Ja: Ja bym był buntownikiem, nie słuchałbym cię
B: Musiał byś. Był byś moim rycerzem.
Ja: Chciałbyś.. Wszczął bym zamach stanu.
B: Jaki zamach?
I skończyło się na tym, ze musiałem mu całą drogę tłumaczyć co to jest zamach stanu, bo nie rozumiał. Po tej rozmowie się rozstaliśmy. Pobiegłem na przystanek i tam czekałem na autobus. Do szkoły spóźniłem się jedyne piętnaście minut, więc to nie taka wielka strata... a szkoda.. liczyłem na to że spóźnię się co najmniej półgodziny. No ale nic, może uda mi się następnym razem. Dzień w szkole był tak zupełnie zwyczajny, że postanowiłem o nim nawet nie pisać. Bo lekcje, przerwa, lekcje, przerwa i rozmowy. Po szkole musiałem pójść na lekcje tańca.. Już nie lubię o tym pisać, bo strasznie mnie to krępuje. Uczęszczam na te zajęcia od dziewiątego roku życia, i dwa razy miałem zmienianą partnerkę. Z jedną tańczyłem rok, z drugą półtora roku i teraz z moją obecną tańczę prawie trzeci rok. Ale muszę wam powiedzieć, że za nią nie przepadam. Jest przemądrzała i często się wywyższa. Nie to żebyśmy się zawsze kłócili, po prostu czasami działamy sobie na nerwy. Potrafimy również normalnie rozmawiać, ale jakoś nie pałamy do siebie sympatią. Do tego ona bywa brutalna, kiedyś mnie ugryzła w rękę, za to że pomyliłem kroki i przez to ona się skompromitowała.. A to była tylko próba i do tego jedna z pierwszych... Nigdy jej nie ogarnę. Jej ulubione słowo to "wiem "albo" Nie?" często je powtarza. Dajmy na to taki przykład:
1.
Ja/ktoś: Ładnie tańczyłaś
Ona: Wiem
2.
Ja/ktoś: Musisz tańczyć wolniej
Ona: Nie?
Nie sprzeciwia się tylko instruktorce, ale to normalne. Mam nadzieję, że nigdy nie znajdzie tego bloga i nie przeczyta tego co o niej napisałem, bo inaczej były by ze mną krucho. Pewnie został bym brutalnie pogryziony.. albo coś.

.gif)
Haha co za babsztyl z tej twojej partnerki xD Chociaż musze przyznać, ze zabawnie sie to czyta : P
OdpowiedzUsuń