Sobota
Wstałem o godzinie siódmej i jak co sobotę tata zawiózł mnie na trening. Tym razem ćwiczyliśmy na kortach na dworze. Nawet nowa dziewczyna przyszła, jednak trzymała się od wszystkich z daleka, za co dostała ochrzan od trenera za to, że nie ćwiczy w parach tak jak kazał. Ja już byłem zajęty na korcie z kolegą, więc nie mogłem z nią zagrać. Cztery godziny treningu bywają męczące, ale mnie takie zmęczenie nawet cieszy. Lubię trenować więc nie specjalnie mi to przeszkadza, no i... lubię soboty, więc tego dnia jestem szczególnie dobrze nastawiony. Jakoś po trzynastej byłem w domu i od razu zjadłem obiad. Potem spędziłem trochę czasu przed telewizorem, a koło siedemnastej wyszedłem spotkać sie z T (jak widzicie jeszcze mu ksywki nie wymyśliłem) moim przyjacielem. Po chodziliśmy po mieście i właściwie nic konkretnego nie robiliśmy oprócz gadania na różne tematy.. Nie chcecie wiedzieć na jakie. Zaszliśmy do sklepu z grami gdzie T kupił sobie GTA V na które oszczędzał, bo rodzice nie specjalnie są skłonni kupować mu gry. Zaprosił mnie do siebie, i pograliśmy trochę, choć ja nie jestem jakimś super fanem gier. Oczywiście lubię nie raz pograć, nawet mam w domu konsolę, ale nie jestem zawziętym graczem. To nie jest moje hobby. Tak więc skończyło się na tym, że do domu wróciłem o dwudziestej pierwszej i od razu walnąłem się na łóżko. Zasnąłem w ubraniu, ale o dwudziestej trzeciej zostałem obudzony przez mamę i poszedłem się umyć i przebrać w piżamy. Tak właśnie wyglądała u mnie sobota.
Niedziela
Tego dnia poszedłem całą rodziną do kościoła, a potem pojechaliśmy do dziadków. Nie za bardzo mnie to cieszyło, ponieważ chciałem wrócić do domu i spotkać się z przyjaciółmi. Może i babcia dobrze gotuje i piecze, ale to nie powód by siedzieć u nich pięć godzin. Wiecie, czasami, a nawet często narzekam na moje rodzeństwo, mimo to w takich chwilach cieszę się, że je mam. Gdy zaczęło mi się nudzić, razem z bratem i siostrą poszliśmy na spacer po okolicy, pogadaliśmy i powygłupialiśmy się po drodze. Nawet padłem ofiarą szydzenia ze mnie.. bo jako ten średni mam najgorzej. Z najmłodszego szkoda się śmiać, a najstarszej należy się szacunek... który nie często okazuje. Trochę się wkurzyłem, ale o dziwo, siostra mnie przeprosiła, więc mi przeszło. Oczywiście musiałem poudawać trochę niewzruszonego całą tą sytuacją, żeby sobie nie myślała, że jestem miękki czy coś. Potem pograłem z dziadkiem w szachy, a potem wróciliśmy do domu. W domu byliśmy koło godziny osiemnastej, i mimo że babcia nawpychała w nas swoich potraw, to i tak na kolację zamówiliśmy pizzę. I oczywiście nie mogło być tak pięknie przez cały dzień, bo rodzice zaczęli upominać nas żebyśmy odrobili lekcje. Tak więc oczywiście to zrobiłem, tylko że nie wszystko. Ale ćśś..
.gif)
.gif)
U mnie w rodzinie najmłodsza ma najgorzej ale co do najstarszego to się zgadzam (u mnie w domu ja otrzymałam ten bonus), jak cos powie to nie ma dyskusji.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się : p
Szczęściara :D
UsuńU mnie w rodzinie ta rola kozła ofiarnego się co trochę zmienia :P ale przeważnie to ja nim jestem T-T