środa, 6 maja 2015

#7

O rany! Ale dawno mnie nie było.. Ale pisałem, że mogą się nie pojawić przez jakiś czas notki. Notki... w ogóle, co to za słowo? Nie ważne. W każdym razie, mogę teraz do was wreszcie napisać. Nie pamiętam wszystkiego co wydarzyło się przez te dni, a nie było mnie przez... tydzień? Jakoś tak, albo nawet więcej. W każdym razie była wywiadówka, do której NIE zdążyłem poprawić ocen, ale nie miało to i tak żadnego znaczenia, bo rodzice zaczęli interesować się librusem i weszli sprawdzić moje oceny. tak więc nie uniknąłem ochrzanu. Uważam to jednak za niesprawiedliwe, bo są osoby które uczą się dużo gorzej ode mnie... Nie mogę mieć samych piątek, aż tak zdolny nie jestem. Albo raczej jestem leniwy w kwestii nauki.
Parę dni temu w szkole, odezwała się do mnie dziewczyna, która mi się podoba, wyobrażacie to sobie jaki byłem zaskoczony, a jednocześnie szczęśliwy? Odezwała się do mnie, bo spotkaliśmy się na poprawie z chemii i ona zapytała mnie czy coś umiem, więc powiedziałem, że tak, a ona że się stresuje bo się uczyła ale nie bardzo wchodziło jej to do głowy. Powiedziałem jej, że jakby co, dam jej ściągnąć, ale ona nie chciała. Trochę mnie to zawiodło, choć sam nie wiem czemu. Przez jakiś czas myślałem, czemu odezwała się właśnie do mnie skoro oprócz mnie było jeszcze pięć osób, już myślałem że czuje do mnie to samo, ale jednak doszedłem do wniosku że to przez to, że zawsze mówię jej część.
Koniec roku się zbliża, póki co już prawie wszystko poprawiłem, na dzień dzisiejszy, bo oczywiście, nie ma tak pięknie i nauczyciele na pewno dadzą nam jeszcze jakąś kartkówkę czy test do napisania. W końcu do czerwca jeszcze trochę czasu. Muszę się więc uczyć na bieżąco i na prawdę się starać, nie chce na koniec roku mieć ani jednej dwói, tróje jakoś przecierpię, ale dwói mówię stanowcze NIE.
Nowa z tenisa stała się bardziej śmiała i chyba się z nią za kumplowałem. Mówię chyba, bo nie jestem pewny. Ona chce ze mną grać, podobno woli niż z innymi.. ale to nie dlatego ze jestem najlepszy.. nie jestem. Po prostu gdy tak siedziała sama to jej zaproponowałem grę i od tamtej pory gra tylko ze mną. Bliższych kontaktów po za grą nie mamy. Czasami się do mnie odezwie i to wszystko.
I tyle tym razem, nie wiem kiedy znów tu zawitam, bo rozumiecie.. nauka. No i.... bywam leniwy..


Nawet w szkole, nie zawsze chce mi się uczyć


A potem nie wiem co napisać na niezapowiedzianej kartkówce...




niedziela, 26 kwietnia 2015

#6

O rany, nie było mnie tu zbyt długo. Ale prawda jest taka, że chyba nie wydarzyło się nic ciekawego, bo w czwartek i piątek nie byłem w szkole, a w sobotę nawet nie byłem na treningu. To wszystko przez to oko, które wygląda już o wiele lepiej, i bardzo szybko się goi. Byłem u lekarza, ale powiedział, że to nic poważnego i że wzrok też mi się przez to nie zmienił... nie wiem po co tyle zachodu, tylko przez to że dostałem piłką w oko. To się przecież zdarza..

Tak więc w skrócie mogę powiedzieć, tylko w skrócie, bo rodzice są ostatnio przewrażliwieni, że za długo siedzę przy komputerze, do tego dowiedzieli się że mam jedynkę z chemii.. Nie wiem jakim cudem... więc nie pytajcie.. W każdym razie wkurzyło ich to trochę, do tego pytali czy na wywiadówce mogą spodziewać się innych jedynek. Oczywiście zaprzeczyłem.. jakoś tak odruchowo, a przecież mam jeszcze dwie. Więc nie wiem co to będzie, po wywiadówce, ale przypuszczam, że mogę tutaj nie zawitać przez jakiś czas. Chociaż to nie jest jeszcze pewne. Póki co uczę się do poprawy, ma na to jeszcze tydzień, więc jeśli po prawię na czwórkę czy piątkę, to będzie git. Tak myślę.

Teraz wykorzystuje czas, gdy wszyscy pojechali na zakupy, więc mam dom dla siebie. Ale powiem szczerze... że tak samemu to mi się nudzi. Moi przyjaciele dziś nie mają czasu by do mnie przyjść, bo mają już inne plany, ale w sobotę wpadli do mnie i na prawdę mile spędziliśmy czas. Jakoś tak od zawsze trzymamy się we trójkę, chociaż mamy też innych kolegów i koleżanki mieszkające bliżej, to ze sobą dogadujemy się najlepiej.

Co się jeszcze ostatnio wydarzyło... hm... Pokłóciłem się z bratem i nie odzywaliśmy się do siebie prawie przez cały dzień. Normalnie przez dwadzieścia dwie godziny.. tak, liczyłem. Moja siostra zerwała z chłopakiem... albo to on ją rzucił... kto tam wie. Więc raczej nie były to dla niej najlepsze dni. Nawet nie starałem się jej pocieszać, bo nie umiem, no i wiem, że jakbym wlazł jej do pokoju ją pocieszyć, to zostałbym z niego natychmiast, okrutnie wywalony. Już ja dobrze znam swoją siostrę. Ale rozmowa z mamą jakoś jej pomogła. Więc... to chyba nie była prawdziwa miłość. Jak więc odróżnić tą prawdziwą od nie prawdziwej? Da się w ogóle? Nie mam pojęcia.. Pytałem rodziców, ale oni mówią, że to się po prostu czuje.. Ale jak to się czuje? To mnie najbardziej nurtuje. Ale chyba nikt nie zna na to odpowiedzi. To chyba faktycznie trzeba poczuć.


Trochę się jeszcze ponudzę..


A potem wracam do nauki :/ 







środa, 22 kwietnia 2015

#5

Poniedziałek 

No to teraz kto mi powie, kto lubi poniedziałki? Ja... nie to że nie lubię, ale wiadomo jak to po weekendzie trudno jest się zebrać by pójść do szkoły. W szkole byłoby fajnie gdyby nie pytała z chemii... I tak, zapytała mnie. Znacie to uczucie, gdy nauczyciel patrzy w dziennik.. lub teraz to już w komputer, i szuka w liście obecności osoby którą zapyta. Cała klasa wtedy siedzi cicho, każdy ma nadzieje, że to właśnie jego nie zapyta. Też miałem nadzieję, choć trochę się uczyłem. Ale niestety... zapytała mnie, bo stwierdziła, że mam za mało ocen. Mamy bardzo ostrą chemiczkę, więc u niej na lekcji to cisza taka że nie poznaję własnej klasy... ani nawet siebie. To znaczy ona dobrze uczy, ale i tak jest bardzo wymagająca. No więc wzięła mnie do tej odpowiedzi, a ja tak stoję przy tej tablicy, odpowieziałem dobrze na dwa pytania a dalej... dalej to stałem i udawałem że wszystko wiem, tylko po prsotu nie wiem jak to powiedzieć.
N: Trzecią lekcję to przerabiamy a ty nie wiesz?
Ja: Wiem... tylko... zapomniałem...
Nie ma co.. najlepsza wymówka EVER! Dostałem jedynkę.... na szczęście to moja pierwsze jedynka z chemii w tym półroczu. Oby więcej nie było. Kolejna pała do poprawy... obym zdążył przed wywiadówką. Podczas przerwy obiadowej na stołówce, moja przyjaciółka słysząc moją historię, doradziła mi co zrobić by nie dostać jedynki.. albo raczej.. jaką wymówkę wymyślić. Chciała bym następnym razem udawał że się źle czuję, albo na niby zemdlał...... Wiem, że ją było by na to stać.. czasami odwala takie rzeczy, że szkoda gadać. Ja bym chyba nie umiał grać roli osoby mdlejącej, chyba bym się bał że nauczyciele mi nie uwierzą, albo że będą się niepotrzebnie martwić. Dlatego kategorycznie odmówiłem tego typu rad.
W domu stało się coś, czego się nie spodziewałem. Ale to wszystko dlatego, że nikt mi nie puka do pokoju, i też każdy włazi gdy mnie tam nie ma. Włączyłem komputer i chciałem sprawdzić co na blogu, no to sprawdziłem i potem wyszedłem z pokoju do łazienki. nie było mnie jakieś dwie minuty. Gdy wróciłem, zobaczyłem moją siostrę siedzącą przed moim komputerem, i oczywiście czytała mój blog, bo zapomniałem zamknąć strony. Oczywiście od razu zacząłem się tłumaczyć, że to nie moje, w co mi nie uwierzyła... Czułem się głupio, choć może nie powinienem, ale sami przyznajcie, nie wiele jest chłopków którzy prowadzą takiego bloga. Byłem pewien że zaraz zacznie się śmiać i rozgada wszystkim dookoła. Ale o dziwo tego nie zrobiła. Powiedziała tylko, że pisze spoko... ale że wygląd jest trochę gejowy.. Na serio taki jest? Chciałem mieć tylko wygląd w stylu anime. Bo lubie to, i wiem że wielu ludzi tez to lubi i mozę przez taki wygląd będzie się przyjemniej czytac. Ale no cóż.. mogę zmienić. A potem uczyłem się do sprawdzianu z polskiego.





Wtorek

Sprawdzian z polskiego okazał się być bardzo łatwy. Akurat z językiem polskim nie mam żadnego problemu, więc poszło mi to szybko i sprawnie. Oczekuję co najmniej czwórki. Taki jestem z siebie dumny, że chociaż tego dnia udało mi się coś dobrze napisać. Ogólnie ten dzień nie był jakiś ciekawy. Po lekcjach był trening, na którym jak zwykle ćwiczyliśmy. Nowej znowu nie było... Nie wiem co z tą dziewczyną i nie wiem dlaczego ciągle zastanawiam się czemu jej nie ma. Przecież to nie moja sprawa, eh. W domu dostałem ochrzan od ojca, bo nie umyłem naczyń tak jak mnie prosił.. Na prawdę trzeba mieć powody by się wkurzyć o głupie naczynia, jakoś mama się nie czepiała..
O poniedziałku się trochę rozpisałem, więc o wtorku będzie krótko, bo na prawdę nic się ciekawego nie wydarzyło.


*



Środa

Tego dnia jak już pisałem mam najgorsze lekcje, albo raczej najbardziej z nielubiane, znowu chemia.. nie wiem dlaczego mamy ją dwa razy w tygodniu, matematyka, którą prawie całą przespałem, fizyka, już trochę ciekawsza ale wciąż nudna i nie ogarniałem tych durnych zadań, i angielski , z którym jeśli chodzi o dogadanie się radzę sobie całkiem dobrze, ale jeśli chodzi o poprawną gramatykę jakiej wymagają na lekcji... to już niekoniecznie. Moja klasa, a ja wraz z nimi... czasami idę za głosem tłumu cóż zrobić.. rzucaliśmy samolocikiem zrobionym z papieru. I było całkiem fajnie dopóki nauczycielka stała tyłem do klasy, a przodem do tablicy. Gdy się odwróciła, na nasze nieszczęście samolot wpadł jej prosto w głowę. Wyglądało to przekomicznie, ale ona sama nie wyglądała na zachwyconą. Razem z T, nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu, ale na szczęście nie na nas spadł zaszczyt ochrzanu, a na dwóch innych kolegów. W końcu to oni zrobili ten samolot, my się tylko przyłączyliśmy do zabawy. No a potem gdy zobaczyłem, moje szkolne zauroczenie, czyli blondwłosą koleżankę, a właściwie znajomą, oczywiście powiedziałem jej CZEŚĆ, a ona odpowiedziała! Czułem się szczęśliwy! Choć  nie wiem dlaczego aż tak... teraz czuję się jak głupek, bo czułem się szczęśliwy z takiego powodu.
Na treningu było.... nie będę owijał w bawełnę dostałem piłką w oko, i mam niezłe limo... Po prostu się zagapiłem. Patrzyłem co wyprawia nowa, która chodzi na treningi w kratkę, grała tak samo beznadziejnie jak ostatnio, biegała po całym boisku.. to znaczy po swojej połowie, ale robiła to źle, bo nie poczekała aż jej przeciwnik się zamachnie i odbije. I w ten oto sposób, gapiąc się na poczynania nowej, skończyłem z podbitym okiem. Nie bolało mnie jakoś bardzo, a wszyscy się wystraszyli, jakby nie wiadomo co się stało.. Kolega zaczął mnie przepraszać a trener zaprowadził do pielęgniarki.. a ja o dziwo czułem się oszołomiony bo przecież zdarza się. Co prawda nigdy nie dostałem w oko, choć czułem opuchliznę i lekki ból, to nic gorszego mi się nie działo. U pielęgniarki dostałem lód i przytrzymywałem go przy oku, za nim nie przyjechał po mnie mój ojciec... Czułem się zażenowany, bo mogłem wrócić sam, a oni zadzwonili po tatę. Nawet mój tata stwierdził, że nie wygląda to dobrze, ale że do wesela się zagoi. Także chyba jakoś specjalnie się nie przejął, a już na pewno mniej niż trener i koledzy. Dopiero jak wsiadłem do samochodu zobaczyłem w lusterku moje poszkodowane oko, sam mogłem stwierdzić, że faktycznie wygląda to średnio. Martwiłem się tylko jak pójdę z tym do szkoły.
Ja: To może jutro nie pójdę do szkoły... Wszyscy pomyślą że mnie pobiłeś
T: Nikt ci w to nie uwierzy. Wszyscy wiedzą, że jestem dla ciebie za dobry
I weź tu gadaj z moim ojcem, nawet nie da się go nastraszyć ani po szantażować.. nie sprawiedliwe. I tak w czwartek mam wolne bo nie idę do szkoły, HURRA, decyzja mojej mamy. BEST MOM!










poniedziałek, 20 kwietnia 2015

#4

Sobota

Wstałem o godzinie siódmej i jak co sobotę tata zawiózł mnie na trening. Tym razem ćwiczyliśmy na kortach na dworze. Nawet nowa dziewczyna przyszła, jednak trzymała się od wszystkich z daleka, za co dostała ochrzan od trenera za to, że nie ćwiczy w parach tak jak kazał. Ja już byłem zajęty na korcie z kolegą, więc nie mogłem z nią zagrać. Cztery godziny treningu bywają męczące, ale mnie takie zmęczenie nawet cieszy. Lubię trenować więc nie specjalnie mi to przeszkadza, no i... lubię soboty, więc tego dnia jestem szczególnie dobrze nastawiony. Jakoś po trzynastej byłem w domu i od razu zjadłem obiad. Potem spędziłem trochę czasu przed telewizorem, a koło siedemnastej wyszedłem spotkać sie z T (jak widzicie jeszcze mu ksywki nie wymyśliłem) moim przyjacielem. Po chodziliśmy po mieście i właściwie nic konkretnego nie robiliśmy oprócz gadania na różne tematy.. Nie chcecie wiedzieć na jakie. Zaszliśmy do sklepu z grami gdzie T kupił sobie GTA V na które oszczędzał, bo rodzice nie specjalnie są skłonni kupować mu gry. Zaprosił mnie do siebie, i pograliśmy trochę, choć ja nie jestem jakimś super fanem gier. Oczywiście lubię nie raz pograć, nawet mam w domu konsolę, ale nie jestem zawziętym graczem. To nie jest moje hobby. Tak więc skończyło się na tym, że do domu wróciłem o dwudziestej pierwszej i od razu walnąłem się na łóżko. Zasnąłem w ubraniu, ale o dwudziestej trzeciej zostałem obudzony przez mamę i poszedłem się umyć i przebrać w piżamy. Tak właśnie wyglądała u mnie sobota.




Niedziela

Tego dnia poszedłem całą rodziną do kościoła, a potem pojechaliśmy do dziadków. Nie za bardzo mnie to cieszyło, ponieważ chciałem wrócić do domu i spotkać się z przyjaciółmi. Może i babcia dobrze gotuje i piecze, ale to nie powód by siedzieć u nich pięć godzin. Wiecie, czasami, a nawet często narzekam na moje rodzeństwo, mimo to w takich chwilach cieszę się, że je mam. Gdy zaczęło mi się nudzić, razem z bratem i siostrą poszliśmy na spacer po okolicy, pogadaliśmy i powygłupialiśmy się po drodze. Nawet padłem ofiarą szydzenia ze mnie.. bo jako ten średni mam najgorzej. Z najmłodszego szkoda się śmiać, a najstarszej należy się szacunek... który nie często okazuje. Trochę się wkurzyłem, ale o dziwo, siostra mnie przeprosiła, więc mi przeszło. Oczywiście musiałem poudawać trochę niewzruszonego całą tą sytuacją, żeby sobie nie myślała, że jestem miękki czy coś. Potem pograłem z dziadkiem w szachy, a potem wróciliśmy do domu. W domu byliśmy koło godziny osiemnastej, i mimo że babcia nawpychała w nas swoich potraw, to i tak na kolację zamówiliśmy pizzę. I oczywiście nie mogło być tak pięknie przez cały dzień, bo rodzice zaczęli upominać nas żebyśmy odrobili lekcje. Tak więc oczywiście to zrobiłem, tylko że nie wszystko. Ale ćśś..






piątek, 17 kwietnia 2015

#3

Czwartek

Tego dnia czekała mnie kartkówka z biologii. Oczywiście o niej zapomniałem, bo moja pamięć do tego typu rzeczy jest na prawdę wspaniała... Pewnie to dlatego, że zbyt często zamyślam się na lekcjach. Na szczęście nic nie jest straszne gdy ma się świetnego kumpla, który zawsze podrzuci jakąś ściągę. Dzięki temu byłem pozytywnie nastawiony na kartkówkę z biologii. Ale byłem chyba zbyt dobrej myśli, bo okazało się, że nie umiem ściągać i zostałem przyłapany. Mieliście kiedyś takie szczęście? W momencie gdy ściąga wypadła mi na podłogę, widziałem plaśnięcie się w czoło mojego przyjaciela. Niestety nie umknęło to mojej nauczycielce od biologii i choć szybko podniosłem kartkę, ona zaraz mi ją zabrała. Możecie się więc domyślić, że z kartkówki dostałem jedynkę... Nie ma się czym chwalić, a nawet jest mi wstyd z powodu mojej nie udolności w ściąganiu, i tego, że zapomniałem się nauczyć. Zamierzam to poprawić do wywiadówki, czyli jak najszybciej. Gdy na przerwie opowiedziałem o tym mojej przyjaciółce, która chodzi do równoległej klasy, zaczęła się ze mnie śmiać, a żeby nie robić z siebie takiego poszkodowanego głupka, też zacząłem się śmiać.
Tak jak poprzedniego dnia, i tego musiałem iść na trening, jednak tym razem nie spotkałem tam nowej dziewczyny. Zacząłem się zastanawiać, czy się poddała i zrezygnowała z tenisa. Nie zdziwiłbym się, ale z drugiej strony trochę szkoda gdyby poddała się tak szybko. Po treningu wróciłem do domu, i jak zwykle wziąłem się za lekcję. Tym razem dokładnie posprawdzałem czy nie mam na piątek zapowiedzianej żadnej kartkówki i jeszcze specjalnie napisałem do T, żeby mieć pewność. Na szczęście okazało się, że nie mamy, więc mogłem odetchnąć z ulgą. Ale lekcje i tak trzeba było odrobić...




Piątek

Dzisiejszy dzień zaczął się dosyć inaczej niż zwykle. To znaczy, wstałem o tej samej porze co zwykle, ale miałem pozwolenie od rodziców, że mogę spóźnić się na pierwszą lekcję. Nie, wcale moi rodzice nie są tacy lekkomyślni, że ulegają moim zachcianką, bo ich o to poprosiłem... Nie. Co prawda mogłem spóźnić się na lekcję, ale to dlatego, że rodzice tego dnia mieli coś ważnego do załatwiania (to rodzinne sprawy więc wybaczcie ale nie będę się o nich rozwodził), siostra musiała być na pierwszej lekcji bo miała test, więc ja zostałem wybrany, albo raczej zmuszony.. do zaprowadzenia młodszego brata do szkoły. Tak się składa, że nasze szkoły mieszczą się w przeciwnych kierunkach, choć do jego szkoły jest jakieś dwadzieścia minut piechotą. Do mojej tyle się jedzie autobusem.. Oczywiście obudziłem go jak najłagodniejszym sposobem, czyli walnąłem go poduszką w łeb. Chyba za mocno bo prawie się popłakał. Śniadanie mama już przygotowała wcześniej i czekało na nas w lodówce. Po siódmej wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do jego szkoły, a po drodze wzięło go na dziwną rozmowę.
B: Chciałbym być królem
Ja: Dlaczego? <udawałem, że mnie to interesuje>
B: Bo wtedy rządził bym wszystkimi i ty byś mnie słuchał < marzenia...>
Ja: Ja bym był buntownikiem, nie słuchałbym cię 
B: Musiał byś. Był byś moim rycerzem. 
Ja: Chciałbyś.. Wszczął bym zamach stanu. 
B: Jaki zamach? 
I skończyło się na tym, ze musiałem mu całą drogę tłumaczyć co to jest zamach stanu, bo nie rozumiał. Po tej rozmowie się rozstaliśmy. Pobiegłem na przystanek i tam czekałem na autobus. Do szkoły spóźniłem się jedyne piętnaście minut, więc to nie taka wielka strata... a szkoda.. liczyłem na to że spóźnię się co najmniej półgodziny. No ale nic, może uda mi się następnym razem. Dzień w szkole był tak zupełnie zwyczajny, że postanowiłem o nim nawet nie pisać. Bo lekcje, przerwa, lekcje, przerwa i rozmowy. Po szkole musiałem pójść na lekcje tańca.. Już nie lubię o tym pisać, bo strasznie mnie to krępuje. Uczęszczam na te zajęcia od dziewiątego roku życia, i dwa razy miałem zmienianą partnerkę. Z jedną tańczyłem rok, z drugą półtora roku i teraz z moją obecną tańczę prawie trzeci rok. Ale muszę wam powiedzieć, że za nią nie przepadam. Jest przemądrzała i często się wywyższa. Nie to żebyśmy się zawsze kłócili, po prostu czasami działamy sobie na nerwy. Potrafimy również normalnie rozmawiać, ale jakoś nie pałamy do siebie sympatią. Do tego ona bywa brutalna, kiedyś mnie ugryzła w rękę, za to że pomyliłem kroki i przez to ona się skompromitowała.. A to była tylko próba i do tego jedna z pierwszych... Nigdy jej nie ogarnę. Jej ulubione słowo to "wiem "albo" Nie?" często je powtarza. Dajmy na to taki przykład:
1.
Ja/ktoś: Ładnie tańczyłaś
Ona: Wiem
2.
Ja/ktoś: Musisz tańczyć wolniej
Ona: Nie?
Nie sprzeciwia się tylko instruktorce, ale to normalne. Mam nadzieję, że nigdy nie znajdzie tego bloga i nie przeczyta tego co o niej napisałem, bo inaczej były by ze mną krucho. Pewnie został bym brutalnie pogryziony.. albo coś.





czwartek, 16 kwietnia 2015

#2

Środa

Cóż... tego dnia nie znoszę najbardziej ze wszystkich, a to ze względu na lekcje, jakie mam tego dnia. Dwie matematyki, chemia, fizyka i angielski.... Czyli wszystkie przedmioty których nie lubię. Wuef lubię jak najbardziej, jednak.... nie gdy mam go na ostatniej godzinie, ponieważ w środy również mam treningi, więc jak sami widzicie jestem dosyć zapracowanym nastolatkiem.. O ile można nazwać to pracą. Nasz nauczyciel wuefu puszcza nas do szatni równo z dzwonkiem, a przecież trzeba się jeszcze przebrać, a potem muszę biec na autobus. Nawet nie mówiąc cześć kolegom wybiegłem z szatni jak oszalały i pognałem na przystanek. Całe szczęście zdążyłem... zawsze zdążam więc nie wiem dlaczego tak się stresuje, że mogę się spóźnić? Nie ogarniam siebie.
Na treningu od jakiegoś niecałego miesiąca mamy nową. Nowa nie radzi sobie za dobrze, nie potrafi dobrze zamachnąć się rakietą, ani dobrze odbić piłki, choć dostaje masę wskazówek. Niektórzy się z niej śmieją, choć wcale ich nie rozumiem... każdy przecież na początku sobie nie radził. Ja sam nie raz płakałem z bólu gdy dostałem piłką w rękę czy nogę gdyż nie umiałem jej odbić. Gdy trener zapytał kto zagra z nową dziewczyną, nikt nie podniósł ręki. Ja również nie lubię się wyróżniać, ale mam zbyt miękkie serce, by tak po prostu patrzeć na czyjąś smutną twarz, więc się zgłosiłem. Myślałem... że nie będzie tak strasznie. Ludzie! Jak ona strasznie grała, jak strasznie rzucała się na piłkę.. Odniosłem wrażenie, że ten sport nie jest dla niej, ale nic nie powiedziałem. Znosiłem to w milczeniu, choć momentami trafiał mnie szlag.. Uciekała przed odbitą przeze mnie piłką, a przecież miała ją odbić, na prawdę nie odbijałem zbyt mocno. Po skończonym treningu poszedłem wziąć prysznic, odczekałem półgodziny, żeby się nie przeziębić i byłem już gotowy do wyjścia. Wychodząc zauważyłem kątem oka nową dziewczynę z którą grałem. Chyba płakała... aczkolwiek nie była to moja sprawa, więc nawet nie pytałem o co chodzi, i udałem że nie widzę. Choć korciło mnie by do niej podejść i zapytać. Ale chyba... nie jestem taki śmiały.
W domu jak zwykle byłem wieczorem i musiałem wziąć się za odrabianie lekcji... Błagam, poratujcie mnie! Jak ja nie znoszę pracy domowej! Jeszcze gdybym od razu po szkole wracał do domu, może miałbym do tego więcej chęci.. ale w takiej sytuacji, zazwyczaj jestem padnięty i nie mam już ochoty na nic. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to z mojej winy mam tak mało czasu, to ja chciałem zapisać się do klubu tenisowego, i wcale tego nie żałuję, mimo to fajnie by było mieć trochę więcej czasu dla siebie. Prawie każdy dzień w tygodniu mam zawalony, oprócz poniedziałku. We wtorek trening, w środę trening, w czwartek trening, w piątek taniec.. W sobotę trening do południa. Wiem, nie powinienem narzekać. Na prawdę lubię chodzić na treningi tenisa, jednak czasami chciałbym mieć po prostu więcej czasu dla siebie. I w taki oto sposób, minęła mi środa. Nic ciekawego, prawda? Chyba będę musiał urozmaicać moje życie, by pisać tutaj coś ciekawszego.







środa, 15 kwietnia 2015

#1

Poniedziałek

Wstałem o szóstej rano... Niestety, ale zawsze muszę tak wstawać, bo do szkoły mam dosyć daleko. Niechętnie wyciągnąłem rękę spod kołdry by wyłączyć budzik w moim telefonie. Na szczęście zima się już skończyła, dlatego też o szóstej jest już widno. Przebrałem się w ubrania, które naszykowałem sobie już wczorajszego wieczoru i zszedłem do kuchni. Tam zastałem mojego tatę, pijącego poranną kawę i moją siostrę jedzącą jajecznicę... (jak można to w ogóle jeść.. ohyda ble). Mama i młodszy brat zawsze spali do siódmej... takim to dobrze. Przywitałem się zwyczajnym "cześć" i zabrałem się za własne śniadanie, jakim były płatki z mlekiem. Nie będę opisywać tutaj każdej chwili przy śniadaniu, bo to raczej nie ma sensu. W każdym razie przed siódmą wyszedłem z domu i poszedłem na autobus. Chyba nikt nie przepada za porannym jeżdżeniem do szkoły autobusem, co? Taki tłum, że ledwo się mieszczę, a jestem szczupły i niespecjalnie wysoki. Jedyne 167 cm. Póki co, nadal rosnę. Czułem się jak sardynka w puszce... Na szczęście po dwudziestu minutach dojechałem na mój przystanek i ruszyłem do szkoły. Nie specjalnie lubię się uczyć, ale też nie za często narzekam że muszę iść do szkoły ponieważ mam tam wspaniałych przyjaciół. Oczywiście, są też osoby które za mną nie przepadają, aczkolwiek nie mieszam się w żadne konflikty, w przeciwieństwie do mojego przyjaciela.
Lekcje zacząłem matematyką, której tak bardzo nie znoszę. Na szczęście przerabialiśmy dział geometrii, to jeszcze nie tak źle. Wolę to niż funkcje, pierwiastki, procenty i tego typu rzeczy. Na jeżyku angielskim trochę się zestresowałem, bo okazało się, że nie odrobiłem pracy domowej, a nasza nauczycielka, która swoją drogą jest Brytyjką, miała zamiar ją sprawdzać. Chyba miałem szczęście po raz kolejny tego dnia, bo za nim doszła do mnie zadzwonił dzwonek na przerwę. Uf... Tym razem mogę się cieszyć z tego, że jestem prawie na końcu listy obecności. Na stołówce, podczas przerwy obiadowej nie działo się nic ciekawego, rozmawialiśmy i jedliśmy... to chyba wszystko. Ja od czasu do czasu zerkałem na dziewczynę siedzącą parę stolików dalej. Robiłem to niezauważalnie, nie chciałem by ktoś się doczepił i wypytywał o to czy mi się podoba. A owszem, podoba mi się. Ale to tak między nami.
K (inicjał mojej przyjaciółki, nie chcę pisać ich imion więc niebawem wymyślę im ksywki)
T ( Inicjał mojego przyjaciela)
O (Inicjał dziewczyny, która mi się podoba)
A więc przedstawię krótki dialog, jaki prowadziliśmy na stołówce, ale nie gwarantuje, że będzie to ciekawe.
TSłyszysz? Hej!
JaHa? 
T: Raanyy.. znowu się zamyśliłeś? Rozmawiamy na poważny temat, a ty tak sobie odpływasz.
K: Ostatnio często się zamyślasz.. Może jesteś chory? <przyłożyła mi rękę do czoła, ale szybko ja odtrąciłem>
Ja: Nic mi nie jest. Po prostu zagapiłem się, to nic. O czym mówiliście? 
KO pracy domowej z Fizyki, mieliśmy ją robić w grupach, pamiętasz? Dzisiaj u mnie po lekcjach.
Ja: A.. no tak, w porządku. 
TPowiedz mi <zbliżył się do mojego ucha> Zakochałeś się co? 
<Zrobiłem wielkie oczy, bo nie spodziewałem się, że ten dureń może palnąć taką rzecz... właściwie to może nawet trafił w sedno, ale wydawało mi się, że takie rzeczy możliwe są tylko w filmach.> 
JaNie ma mowy! To znaczy.. nie teraz... o co ci w ogóle chodzi? 
T: O nic, o nic <Machnął ręką z dziwnym uśmiechem na twarzy, a K patrzyła na nas niezrozumiale.. Nie dziwię się jej> 
Lekcje skończyłem o piętnastej i od razu po szkole ruszyliśmy do domu K. Po drodze, rozmawialiśmy o koszykówce, którą uwielbia T, ale ja również lubię ten sport. K jest bardzo aktywną dziewczyną, to też ten temat nie był jej obcy. W domu mojej przyjaciółki, jej mama poczęstowała nas ciastkami i herbatą, pogadaliśmy jeszcze trochę a potem zabraliśmy się za projekt z fizyki. Szło nam opornie, a raczej najbardziej mi, bo nie jestem zbyt mądry w ścisłych przedmiotach. Fizykę trochę czaję, ale też bez przesady. Jednak po dwóch i pół godzinie wreszcie skończyliśmy i na prawdę liczymy na piątkę.
W okolicach godziny dziewiętnastej wróciłem do domu i od razu na wejściu dostałem ochrzan, że wracam tak późno, i że nie dałem znać, że poszedłem po lekcjach do K, i za to, że nie odbierałem telefonu.. Nie moja wina, że miałem wyciszony. Eh.. rodzice. Po zjedzeniu kolacji, poszedłem odrabiać lekcję. Nie znoszę tego, ale jak trzeba, to trzeba. Z odrabianiem lekcji zeszło mi godzinę, to nie zbyt wiele, ale muszę przyznać, że nie przykładałem się za bardzo.. Wiem, bywam dosyć leniwy. Potem poszedłem się umyć i spać. Tak mi minął poniedziałek.

Tak właśnie, wyglądam na większości lekcjach.





Wtorek

Ta sama rutyna co w poniedziałek, czyli pobudka o szóstej rano, pośpiech na autobus, w szkole do piętnastej. Tyle, że tego dnia mam trening tenisa po lekcjach, tak więc musiałem pojechać do clubu tenisowego. Na samych lekcjach nie działo się nic specjalnie ciekawego. Nie było żadnej kartkówki ani testu, ani z niczego nie zostałem zapytany, więc można powiedzieć, że lekcję minęły tego dnia bardzo przyjemnie. Na treningu nasz bezwzględny trener jak zwykle dał na m wycisk. Ćwiczenia na rozciągniecie mięśni, potem dwadzieścia okrążeń w okół budynku klubu, i dopiero trening na kortach. Zawsze lubiłem sport, ale nigdy jakąś nie uwielbiałem. Jednak gdy w czwartej klasie obejrzałem mecz tenisa, po prostu zakochałem się w tym sporcie. Błagałem rodziców, żeby zapisali mnie na ten sport, ale oni dobrze znali mój słomiany zapał i nie chcieli płacić za coś co mi się znudzi. Chodziłem już na zajęcia pianina, koszykówki, pływania, gry na gitarze, ale wszystko to mi się nudziło po dwóch czy trzech miesiącach, wytrzymałem tylko na tańcu towarzyskim, ale robię to tylko dla mojej mamy. Tym razem chciałem zrobić też coś dla siebie i byłem przekonany, że Tenis mi się nie znudzi. A przynajmniej tak mówiłem moim rodzicom. Po moich długich i męczących prośbach zgodzili się, zapisać mnie do klubu Tenisa i tak o to gram w nim już czwarty rok. Nigdy jeszcze nie zdobyłem na zawodach juniorów pierwszego miejsca, ale zdobyłem raz drugie, co i tak mnie bardzo cieszy. Trening odbywa się trzy razy w tygodniu po dwie godziny i w sobotę od ósmej rano do dwunastej po południu. Także tego dnia wróciłem do domu po dziewiętnastej. I znów przyszedłem na samą kolację, a potem poszedłem odrabiać lekcje. Jednakże tym razem nie było tak prosto, bo z pracą domową z matmy miałem spory problem i była tylko jedna osoba która mogła mi w tym pomóc. Właściwie to dwie, ale ojciec był jeszcze w pracy. Wziąłem swój zeszyt i poszedłem do pokoju siostry. Oczywiście zapukałem, bo ja w przeciwieństwie do innych, ZAWSZE pukam.
S: Proszę <usłyszałem to wszedłem>
JaPomóż mi z matematyki
SJa? <udała zdziwioną> Chyba ostatnio mówiłeś, że nie będziesz mnie już o nic prosił. 
JaŻartowałem..
SA ja nie. <zignorowała mnie i wróciła do pisania czegoś na komputerze>
JaNo weź... pomóż mi w tym. Nie bądź wredna.
SBędę, bo wsypałeś mnie rodzicom <miała na myśli nocowanie u swojego chłopaka, a mówiła rodzicom, że jedzie do koleżanki>
JaZrobiłem to, bo ty im powiedziałaś że próbowałem palić 
SBo próbowałeś 
JaAle nie musiałaś mówić, zaraz to wyrzuciłem, to nie było dobre... <było ohydne, na serio> 
SJa powiedziałam im dla twojego dobra
JaOd kiedy tak się przejmujesz moim dobrem? <wkurzyłem się> 
SSpadaj
JaBędziesz jeszcze czegoś chciała! 
Wkurzony wyszedłem z jej pokoju trzaskając drzwiami. Nie potrafiłem jej zrozumieć. Dlaczego nie chciała mi pomóc? Co prawda mogłem na nią nie skarżyć, ale byłem wtedy na nią zły, nie myślałem przyszłościowo. Tak czy inaczej, mama słysząc naszą kłótnie, oczywiście zainterweniowała, więc chcąc nie chcąc musiałem pogodzić się z siostrą, a ona z wielką łaską pomogła mi w lekcjach. Oczywiście nie zawsze jesteśmy do siebie tak wrogo nastawieni, ale takie chwile wrogości między nami się zdarzają. I tak mi właściwie minął wtorek.

Chciałbym być kiedyś jak Roger Federer albo Djokovic Novak